Gra w miasto

Pierwotna wersja tego artykułu ukazała się w numerze specjalnym „Computerworld” w styczniu 2005 r.


Każde Miasto to złożony organizm (społeczny, infrastrukturalny, ekonomiczny, i w efekcie także informacyjny), w swej różnorodności nieporównywalny z większością innych dużych struktur np. korporacyjnych.
Organizm ten nieustannie produkuje gigantyczną masę informacji, z której jedynie drobna część jest przetwarzana, a jeszcze mniejsza efektywnie wykorzystywana.
Od tego, na ile ową masę danych uda się ogarnąć i wykorzystać w zarządzaniu miastem oraz funkcjonującymi weń procesami, zależy w znacznej mierze sukces lub porażka (klęska ?) w tytułowej „Grze w Miasto”.

Powyższa tezy są niemal równie banalne jak konstatacja, iż nasza miejska rzeczywistość jest bardzo daleka od informacyjnego ideału.
Olbrzymia liczba odrębnych, mniej lub bardziej niezależnych, organizacji i struktur z własnymi rozwiązaniami i potrzebami, składa się na setki źródeł i zbiorów danych, wytwarzanych i przechowywanych w najróżniejszych formach (w znacznej mierze papierowych), formatach, systemach, i w efekcie na gigantyczną redundancję danych… oraz wydawanych pieniędzy.
Już sama ilość baz adresowych, prowadzonych (zazwyczaj całkowicie niezależnie) przez najróżniejsze miejskie jednostki, urzędy i firmy, jest świadectwem z jednej strony marnotrawstwa zasobów, a z drugiej informacyjnego chaosu będącego funkcją jakże często niespójnych i nieaktualnych zasobów.

O ile jednak diagnoza stanu obecnego nie budzi większych kontrowersji, o tyle pomysłów i prób jego przezwyciężenia nie ma zbyt wiele. Zresztą, trudno się temu dziwić – administracja samorządowa będąca w trakcie kosztownych i trudnych procesów informatyzacji Urzędów Miejskich, niechętnie wykracza poza wyznaczone przez ich struktury ramy.

Rozwiązanie najprostsze (choć wciąż mające swoich zagorzałych zwolenników) to „siłowe” narzucenie jednolitych rozwiązań informatycznych, czy wręcz jednolitego oprogramowania. Metoda ta skuteczna raczej wobec podmiotów zależnych od administracji samorządowej, stanowi jednak przykład wyraźnego przerostu informatyki nad informacją.
Nie pozwala na uwzględnienie specyfiki poszczególnych podmiotów, wykluczając te (w szczególności prywatne), które, z różnych względów, nie są zainteresowane wdrożeniem zadekretowanych odgórnie rozwiązań.
Zresztą nawet, dominująca na terenie miasta finansowo i informacyjnie, administracja samorządowa, może mieć kłopoty z pełnym i efektywnym wdrożeniem takich „jednolitofrontowych” systemów.

Rozwiązaniem trudniejszym ale znacznie bardziej obiecujące, jest system zorientowanego nie informatycznie, a informacyjnie, skupiony raczej na wspólnych standardach wymiany danych niż na jednolitych rozwiązaniach informatycznych.
System, który dawał by szanse pozyskania do współpracy szeroką grupę, realnie uczestniczących we wspominanej Grze, podmiotów – tak by informacyjna układanka nie ograniczała się jedynie do opłotków lokalnego Urzędu Miejskiego.

Do „Gry w Miasto” potrzebna jest jak największa liczba figur oraz pionków (tu tak jak w szachach – jedne i drugie są niezbędne).

Są nimi nie tylko inne jednostki administracji ale także firmy prywatne, organizacje społeczne i „last but not least” sami mieszkańcy.
Gracze muszą być świadomi nie tylko wynikających z uczestnictwa w systemie zobowiązań ale także/przede wszystkim własnych korzyści oraz własnej autonomii np. w wykorzystywaniu preferowanych przez siebie rozwiązań informatycznych.
Szczęśliwie, rozwój technologii internetowych, oraz od dłuższego już czasu funkcjonujące standardy (WebServices, SOAP, XML itp.), sprawiają, iż całkiem realne jest wypracowanie sprawnie działających zasad wymiany i harmonizacji danych na poziomie ogólnomiejskim.
Idea, która od dawna nie może się zmaterializować na szczeblu administarcji rządowej, jest przecież nie mniej potrzebna na poziomie miast czy powiatów.
Jednym z warunków atrakcyjności takiego systemu jest stworzenie czegoś co mogło by pełnić rolę osnowy do której można powiązać różnorodne informacje i z której, uczestnicy owej gry, mogli by na własny użytek korzystać.

W naszej grze potrzebna jest więc plansza.

Tym co spaja każdy, nawet najbardziej złożony organizm miejski, jest przestrzeń, który go definiuje.
Miasto, z samej swojej istoty, jest strukturą w którym niemal wszelkie informacje i procesy są w jakiś sposób związane z przestrzenią, zaś system informacji przestrzennej wydaje się być najbardziej naturalnym szkieletem integracyjnym dla niemal dowolnej informacji wytwarzanej i przetwarzanej przez: administrację, firmy komunalne, czy podmioty prywatne.

Niezależnie czy są to dane:

  • o infrastrukturze (np. drogach, komunikacji, wodociągach, energetyce),
  • finansach (wydatki inwestycyjne, podatek od nieruchomości czy opłat za prąd lub ogrzewanie)
  • czy też o edukacji lub demografii (szkoły, uczniowie, mieszkańcy)

wszystkie one mają swój kontekst przestrzenny i wszystkie mogą być poprzez ten kontekst ze sobą powiązane.
Co więcej, mapa jest też naturalnym i intuicyjnym sposobem dostępu do danych o dowolnym charakterze.

By nie być gołosłownym.

Każda szkoła to przecież nie tylko element systemu edukacji ale także:

  • jednoznacznie zdefiniowana przestrzennie nieruchomość (budynek, działka),
  • odbiorca mediów (prądu, gazu, ciepła, usług oczyszczania miasta),
  • węzeł komunikacyjny,
  • obiekt podlegający szczególnej ochronie akustycznej, a więc istotny element mapy akustycznej (której wykonanie jest ustawowym obowiązkiem gminy),
  • obiekt sportowy (boisko, sala gimnastyczna),
  • istotny element zarządzania kryzysowego (jako obiekt podlegający szczególnej ochronie oraz potencjalny punkt ewakuacyjny),
  • element planowania przestrzennego,
  • finanse (publiczne lub prywatne)
  • element sytemu pomocy społecznej
  • itd., itp.

Liczba klas i uczniów w danej szkole mają znaczenie nie tylko dla jej (publicznego czy prywatnego) właściciela ale także dla: planowania systemu komunikacyjnego, zarządzania kryzysowego, mediów komunalnych, czy w końcu informacji publicznej.
Wszystkie te informacje poprzez dowiązanie do budynku czy adresu szkoły nabierają nowego kontekstu, widocznego nierzadko wyłącznie w odpowiednich relacjach przestrzennych.

Proces przekazywania informacji nie powinien i nie może być jednak jednostronny.

Coraz większa liczba działających w miastach podmiotów, dla prowadzenia lub usprawnienia swojej działalności, potrzebuje dokładnych i aktualizowanych na bieżąco informacji o ulicach, budynkach, adresach, działkach, i jednocześnie niemal wszystkie one mają też do zaoferowania informacje, istotne dla całości miejskiego System Informacji Przestrzennej.

Zainstalowane w autobusach czy taksówkach systemy GPS (poza funkcjami wypełnianymi w ramach firmy), dają szansę np. na bieżącą i automatyczną lokalizację korków oraz ocenę ich wielkości. Firmy działające na rynku mediów komunalnych np. wodociągi czy zakłady energetyczne, zainteresowane SIP-em w oczywisty sposób, mają z kolei z reguły najlepiej zweryfikowane bazy punków adresowych (wysyłają tam przecież swoich inkasentów).

Dzięki technologicznej oraz cenowej „proletariatyzacji”: technologii map cyfrowych (np. ich edycji z poziomu przeglądarek www) oraz systemów lokalizacji (np. GPS) , a także dzięki gwałtownemu rozwojowi systemów bezprzewodowej transmisji danych (GPRS, Wi-Fi, TETRA), wiele firm oraz instytucji wdraża elementy systemów przestrzennych lub tego typu wdrożenia poważnie rozważa. Technologie w rodzaju GPS już wkrótce staną się zapewne niemal równie powszechne jak obecnie komputer czy telefon komórkowy.
Jeszcze kilka lat temu pomysł mierzenia dokładnego położenia przystanków komunikacji miejskiej za pomocą GPS, wydał by się absurdalny „jak strzelanie z armaty do wróbla” – teraz wydaje się banalny i oczywisty.

O tym jak bardzo potrzebny jest dostęp do cyfrowych danych przestrzennych niech świadczy popularność internetowych map i planów miast. Nie rzadko mapy takie, mimo oczywistych ograniczeń, są wykorzystywane nie tylko w celach informacyjnych ale także w bieżącej działalności: firmy zajmujące się obrotem nieruchomości, instalatorów anten satelitarnych, itp. Itd. oraz…. np. przez Policję czy Straż Pożarną. To z jednej strony jest to świadectwo mizerii informatycznej panującej w tych instytucjach, z drugiej otwarte pola wzajemnej współpracy.

Teoretycznie naturalnym ośrodkiem budowy szeroko rozumieniach Systemów Informacji Przestrzennej powinny być miejskie ośrodki geodezji.

Niestety nierzadko czują się one bardziej pasywnymi strażnikami państwowego zasobu geodezyjnego niż aktywnymi współtwórcami miejskich Systemów Informacji Przestrzennej. Co gorsza postrzeganie funkcji i formy informacji przestrzennych jest tam często rozbieżne z funkcją i potrzebami SIP.

Jedną z fundamentalnych ułomności zasobów tworzonych przez ośrodki geodezji jest budowanie ich wg. stanu formalnego, a nie rzeczywistego. Wiedza o stanie formalnym, aczkolwiek oczywiście Miastu niezbędna, bywa w wielu/większości zastosowaniach SIP mało istotna lub nawet myląca.

Cóż np. z tego że np. położenie ulicy na mapie geodezyjnej jest zgodne z formalną podstawą skoro faktycznie przebiega ona kilkaset metrów dalej lub w ogóle nie istnieje.

Cóż z tego, iż bez finalizacji stosownych procedur nie można usunąć z mapy zasobu geodezyjnego, wyburzonej parę lat temu pierzei, skoro te kilkanaście kamienic (i w konsekwencji: adresów, mieszkań i funkcjonujących tam instytucji) od dawna już nie istnieje. Łatwo sobie wyobrazić jak koszmarne w skutkach błędy można popełnić, np. w sytuacji kryzysowej, posługując się mapami odwołującymi się do bytów formalnych, a nie do „brutalnej” rzeczywistości.
Do tego dochodzi jeszcze:

  • ciągle pokutujące, a zupełnie nie przystające do wymogów systemów informacji przestrzennej, „rysunkowe”, a nie obiektowe postrzeganie map geodezyjnych,
  • wynikające z obowiązujących w Polsce ustaw i rozporządzeń (oraz lokalnych interpretacji tychże), mniej lub bardziej sensowne (z zasady jednak mniej) ograniczenia w dostępności do danych geodezyjnych,
  • oraz, związane z powyższym, fiskalne podejście do udostępniania zasobu geodezyjnego.

Problemy wynikające ze stanu zasobów geodezyjnych i odmiennej w stosunku do SIP-owskich filozofii skłaniają do przekonania, iż tworzenie miejskiego SIP-u poza sztywnymi ramami wyznaczonymi przez praktykę i stan prawny państwowego zasobu geodezyjnego w wielu przypadkach może okazać jednym realnym wyjściem.

Parafrazując znane powiedzenie –
„Informacja przestrzenna to sprawa zbyt poważna by ją zostawić geodetom”.

Sporą nadzieją na ominięcie powyższych ułomności, a co najmniej na zasadnicze uzupełnienie istniejących zasobów geodezyjnych, wydają się być ortofotomapy.
Są one dobrym przykładem na to, iż przełom w technologiach informatycznych czy informacyjnych dokonuje się nie z chwilą wynalezienia czy nawet wdrożenia technologii ale z chwilą gdy staje się ona na tyle dostępna (tania) by możny było myśleć o jej powszechnym wykorzystaniu.
Coraz tańsze i coraz lepszej jakości zdjęcia lotnicze oraz satelitarne stanowią kuszącą alternatywę dla danych geodezyjnych oraz solidną podstawę SIP.
Rozdzielczość przestrzenna obrazu rzędu dwudziestu 20 (czy nawet pięciu) cm, wielospektralne kamery cyfrowe, laserowe wysokościomierze skanujące (teren, budynki, roślinność) z dokładnością do kilkunastu centymetrów w pionie, duża szybkość realizacji (zwiększająca się jeszcze wraz z popularyzacją kamer cyfrowych), a przede wszystkim odwzorowanie stanu rzeczywistego, stwarzają nową jakość w informacji przestrzennej.

Dzięki uzyskanym z powietrza danym, miasta otrzymują unikalną szanse wglądu w dokładne informacje między innymi o: samowolach budowlanych, podmiotach unikających opłat z tytułu podatku od nieruchomości, stanie roślinności, trójwymiarowym odwzorowaniu obiektów miejskich itd, a więc w te informacje, których pozyskanie było dotąd bardzo trudne, a w praktyce wręcz nierealne.
Znaczna liczba potencjalnych odbiorców danych pozyskanych z fotomapy może być także silnym bodźcem do tworzenia szerokich pod względem ilości uczestników systemów informacji przestrzennej oraz sposobem na finansowanie jej zakupów.
Przejęcie przez sektor cywilny, od dawna intensywnie rozwijanych, wojskowych technologii bezzałogowych systemów obserwacyjnych może w niedługiej przyszłości zaowocować istotną redukcją kosztów fotomap. Być może już niedługo coroczny nalot i bieżąca aktualizacja oratofotomapy będzie rutynową pozycję w budżecie każdego miasta.

Elementy zarysowanych: systemów informacji przestrzennej są mniej lub bardziej kompleksowy sposób realizowane w wielu miastach Polski.
Szeroki zakres partycypacji, i nowe rozwiania technologiczne mogą jednak wykreować zintegrowane miejskie systemy informacyjne, których wartość i znaczenie będzie znacznie wykraczać poza prostą sumę danych udostępnianych przez ich uczestników.

Piotr Gomułkiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.