Trzy wybrane zarzuty wobec proponowanej nowelizacji ustawy Prawo Telekomunikacyjne

Powyższy tekst powstał w efekcie spotkania, które odbyło się w piątek 29 stycznia 2010 roku w Kancelarii Prezydenta RP.
W spotkaniu z Szefem Kancelarii ś.p. Władysławem Stasiakiem, oprócz mnie, brały udział także (czy raczej przede wszystkim) inne osoby sprzeciwiające się wprowadzeniu RSiUN, w tym przedstawiciele stowarzyszeń (m.in. Polskiego Towarzystwa Informatycznego, Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji), Piotr Waglowski (prowadzący znany serwis dotyczący aspektów prawnych społeczeństwa informacyjnego www.vagla.pl), Marcin Maruta (jako przedstawiciel organizatorów listu otwartego do Prezydenta RP), Radosław Krawczyk (www.salon24.pl), przedstawicielka Rzecznika Praw Obywatelskich oraz inni uczestnicy.

Jednym z efektów spotkania była prośba Szefa Kancelarii Prezydenta o przesyłanie naszych uwag na piśmie.
Tydzień później wszystkie nadesłane uwagi zostały opublikowane na stronie Prezydenta w postaci pdf-ów.
Przedstawiony wyżej tekst jest, poprawioną stylistycznie, html-ową wersją moich uwag.

* * * * *

Wprowadzenie Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, ze względu na przyjęte rozwiązania prawno-informatyczne, będzie całkowicie nieskuteczne, może wręcz wywołać efekty odwrotny od zamierzonego

W światowej sieci Internet istnieją gigantyczne ilości stron i zasobów (zdjęć, filmów, audycji) o treściach, które są defioniowane jako niedozwolone przez zapisy nowelizowanej ustawy.

Przyjęte rozwiązania organizacyjne oraz natura globalnej sieci sprawiają, że jedynie znikoma ich część zostanie wpisana do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych i w konsekwencji zablokowana przez „przedsiębiorstwa telekomunikacyjne świadczące usługi dostępu do Internetu”. Możemy tu w najlepszym razie mówić o ułamkach procentów wszystkich dostępnych, obecnie i w przyszłości, stron uznanych przez nowelizowaną ustawę za niedozwolone.

Nie ma bowiem żadnych szans by wnioski dotyczące blokady stron i zasobów internetowych (zdjęć, filmów, audycji) o treściach zakazanym przez nowelizowaną ustawę mogły być w rozsądnym czasie rozpatrzone. Nawet gdyby wyznaczeni w tym celu sędziowie byli liczni i obradowali w permanencji, nie będą w stanie rozpatrzyć adekwatnej do skali zjawiska liczbę wniosków. Liczbę wszystkich stron potencjalnie objętych zapisami nowelizacji można oszacować na co najmniej setki tysięcy.

Wiele z takich stron trudno będzie w jednoznaczny sposób zakwalifikować do wskazanych kategorii. Szczególnie trudne będzie to w przodku serwisów obcojęzycznych, a takich, co jest oczywistą konsekwencją globalnego charakteru sieci, będzie większość. W istocie orzeczenie wydane na podstawie art. 179a pkt 5 nie będą mogły być wydawane „seryjnie” bez czasochłonnej analizy sprawy. W wielu przypadkach mogą być też niezbędne (i jednocześnie kosztowne) tłumaczenia z różnych, w tym bardzo egzotycznych, języków.

W efekcie dostęp do owych treści nie zostanie w żaden realny sposób zmniejszony. Tymczasem w przekonaniu Polaków istnienie Rejestru (zgodnie z uzasadnieniem jego powstania) będzie chronić odbiorców Internetu w Polsce przed dostępem do wymienionych w ustawie treści. Tym samym odbiorcy Internetu w Polsce mogą poczuć się bezpieczni (taki w końcu jest cel owej ustawy) i realnie zmniejszą kontrolę swoich komputerów w tym zakresie. Tak więc, szczególnie dzieci i młodzież, będą w wyniku tej ustawy bardziej, a nie mniej, narażona na kontakt ze stronami o charakterze pornograficznym czy hazardowym.

Poważne groźba naruszania praw osób właścicieli/dysponentów blokowanych stron i zasobów

Autorzy projektu nowelizacji w milczący sposób zakładają, iż wymienionemu w art. 179a pkt 9 „Przedsiębiorca telekomunikacyjny” znany będzie adres poczty elektronicznej właściciela/dysponenta blokowanych stron. Możemy jednak przewidywać, iż w większości wypadków ani wnioskodawcy ani przedsiębiorcy telekomunikacyjni nie będą w stanie ustalić adresów mailowych właściciela/dysponenta blokowanych stron. Znaczna część z nich jest (i będzie) utrzymywana na serwerach firm zagranicznych, które nie będę w najmniejszym stopniu zobowiązane do wsparcia polskich służb i firm telekomunikacyjnych w ustalaniu adresów mailowych swoich klientów.

W konsekwencji właściciela/dysponent nie tylko nie będzie w stanie ustosunkować się do zarzutu, może nawet nie dowiedzieć się o podjętej blokadzie.

Brak skutecznych, a nie dotykających właścicieli/dysponentów stron o treściach dozwolonych, metod blokady

Sieć www opiera się na nawigacji za pomocą odnośników.
Jeśli przyjąć, że blokowane będą strony w sposób zdefiniowany w art. 179a pkt 2 „Wpisowi do Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych podlegają adresy elektroniczne pozwalające na identyfikację stron internetowych lub innych usług” to blokadzie muszą być poddane nie tylko wszystkie wyszukiwarki internetowe np. Google, ale także większość stron internetowych w ogóle.

Te pierwsze, z definicji bowiem zawierają mnóstwo odnośników prowadzących bezpośrednio do stron zakazanych np. dotyczących hazardu, a te drugie w większości, poprzez przejścia kolejnych odnośników, pozwalają na dojście do stron zakazanych. Dla przykładu można z dużym prawdopodobieństwem założyć, iż serwisy www Premiera, Prezydenta, Sejmu RP posiadają odnośniki, które (w którejś ze swoich kolejnej iteracji – przechodząc poprzez kolejne strony) doprowadzą nas w końcu do treści zakazanej.

Z drugiej strony przyjęcie założenia, iż blokowane będą jedynie te adresy, które bezpośrednio prowadzą do stron i usług niedozwolonych, z definicji niejako czyni owe blokady całkowicie nieskutecznymi. W prosty i nie wymagające jakichkolwiek zauważalnych nakładów sposób, dysponenci tak blokowanych stron mogą na trwałe zabezpieczyć się przed skutkami blokady.

Piotr Gomułkiewicz

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.