Trudno dostępna accessibility

Z datą 12 kwietnia 2012 ukazało się rozporządzenie w sprawie Krajowych Ram Interoperacyjności, minimalnych wymagań dla rejestrów publicznych i wymiany informacji w postaci elektronicznej oraz minimalnych wymagań dla systemów teleinformatycznych .

Jedną z nowości (w porównaniu do starej, od dawna już nieobowiązującej, wersji rozporządzenia) jest nakaz spełniania wymagań Web Content Accessibility Guidelines (WCAG 2.0).
WCAG 2.0 jest (upraszczając) standardem w dziedzinie budowania stron internetowych przyjaznych dla niepełnosprawnych użytkowników.
Chciało by się powiedzieć – „Super – zwiększy się dostępność serwisów administracji publicznej!” – gdyby nie zasadniczy problem z dostępnością owego standardu.

Dokument ten, napisany trudnym (nawet dla angielskojęzycznych webdeveloperów) żargonem, nie został w ogóle przetłumaczony na język polski (nawet w formie nieoficjalnego przekładu). Rozporządzenie odsyła zaś wprost do angielskojęzycznego oryginału, znajdującego na serwerze będącym poza kontrolą państwa polskiego.

Trudno nie zadać pytania, jak się ma ta dziwaczna maniera do:

  • art. 27 Konstytucji Rzeczpospolitej Polski („W Rzeczpospolitej Polskiej językiem urzędowym jest język polski„),
  • ustawy o ogłaszaniu aktów normatywnych i niektórych innych aktów prawnych (Art. 2, ust.1 „Ogłoszenie aktu normatywnego w dzienniku urzędowym jest obowiązkowe„),
  • elementarnego wymogu dostępności opisu powyższych standardów dla: urzędników, organów kontroli i sądów,
  • konieczności zagwarantowania nienaruszalności tekstu , którego oryginał znajduje się poza polską jurysdykcją.

I w konsekwencji jak sobie twórcy rozporządzania wyobrażają egzekwowanie odpowiedzialności za jego nieprawidłowe stosowanie lub niestosowanie ? Sądy ma sobie przetłumaczyć zapisy WCAG na własną rękę ? Kontroler NIK-u ma dowodzić, iż tłumaczenie dokonane przez urzędnika jest błędne ?

Podobnie zresztą dzieje się w przypadku innych standardów informatycznych do których to (i nie tylko to) rozporządzenie się odwołuje, Tyle że przynajmniej część z nich posiada nieoficjalne tłumaczenia (co z pewnością nie jest rozwiązaniem akceptowalnym ale jest przynajmniej jego ersatzem).

Zapewne pojawią się głosy, że należy uczyć się języków, że to są wytyczne dla webdeveloperów, a ci powinni angielski znać itp. Pierwsze nie ma nic do rzeczy, a drugie jest chybione. Reguły WCAG dotyczą także tych elementów stron internetowych, które są (mogą być) modyfikowane przez użytkowników systemów zarządzania treścią.

Nie mam nic przeciwko odwoływaniu się do międzynarodowych standardów ale co stoi na przeszkodzie by tekst takiego standardu przetłumaczyć i włączyć jako załącznik do rozporządzenia/ustawy ?

Inna kwestia, o której szerzej może kiedy indziej napiszę, to konflikt pomiędzy tym co jest nazywane Accessibility a tym co jest nazwane Usability (a powinno być nazwane ergonomią) serwisów internetowych. Konflikt który w świetle reguł WCAG 2.0 może się okazać nierozwiązywalny. Rygorystycznie potraktowane zasady WCAG 2.0 w zasadzie wykluczają np. prezentowanie danych na internetowych mapach interaktywnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.