Witaj jutrzenko swobody ?!

We wrześniu zeszłego roku „Computerworld” opublikował mój artykuł „Dane pod specjalnym nadzorem” na temat powszechnej dostępności, a dokładniej niedostępności, danych przestrzennych będących w dyspozycji państwowego zasobu geodezyjnego.
Geodezyjne mapy, ortofotomapy, bazy – pozyskane, utrzymywane i aktualizowane za grube budżetowe miliony są w praktyce niedostępne nie tylko dla firm czy obywateli ale także dla administracji publicznej.
Oczywiście istnieją procedury ich pozyskiwania ale wiążą się z koniecznością uiszczenia opłat, na które nie stać większość gmin w Polsce. Do tego dochodzą liczne, a uciążliwe ograniczenia natury formalnej oraz last but not least – powszechny nieomal opór geodetów przed dopuszczeniem „profanów” do „ich” zabawek.
Wszytko to skutecznie paraliżowało większość inicjatyw na rzecz szerszego wykorzystywania danych przestrzennych w systemach informacji przestrzennej czy systemach zarządczych miast czy powiatów.

Wydaje się jednak, że w geodezyjnym tunelu zaczyna pojawiać się światełko i że nie są to światła nadjeżdżającego pociągu.
W przywołanym na początku wpisu artykule, jako przykład wyjątkowo absurdalnego marnotrawstwa podałem ortofotomapę kraju wykonaną na potrzeby systemu IACS, który był unijnym wymaganiem koniecznym dla uruchomienia systemu dopłat rolniczych.
Wykonane w 2004 roku ortofotomapy „gniły” na dyskach Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii dezaktualizując się z każdym miesiącem. Ich wykorzystanie wiązało się dotąd z opłatami, także dla administracji publicznej, na które stać było niewielu.
Tymczasem w ostatnich dniach Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji przekazał głównemu geodecie kraju opinię, w której (powołując się na zapisy ustawy o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publicznej), wskazuje, iż zgodnie z powyższą ustawą, ortofotomapy znajdujące się w dyspozycji GUGiK są rejestrem publicznym i w konsekwencji winny być udostępnianie administracji publicznej za darmo. Warunkiem jest przeznaczenie ich do wspomagania realizacji zadań publicznych.

Co więcej, w lipcu tego roku sam główny geodeta kraju w jednym z pism uznał, iż takie dane jak mapa ewidencji gruntów i budynków oraz mapa zasadnicza nie wymagają pobierania opłat od administracji publicznej. Podstawą była ta sama ustawa o informatyzacji.

Oczywiście nowe zasady dotyczą wyłącznie jednostkom administracji publicznej ale już to jest wręcz niewiarygodnym, w stosunku do dotychczasowej praktyki, przełomem (choć nadal część powiatowych ośrodków geodezji ignoruje zapisy ustawy o informatyzacji i wymaga od gmin opłat za udostępniane dane).

Przy tym wszystkim warto zwrócić uwagę na taki drobiazg.
Ustawę o informatyzacji uchwalono już parę lat temu. Jej zapisy dotyczące rejestrów publicznych się nie zmieniły, tymczasem jeszcze do niedawna administracja geodezyjna groziła prokuraturą w przypadku uzyskania bezpłatnego dostępu do map państwowego zasobu geodezyjnego.
Elastyczne mamy prawo w Polsce …